Michał Wawrzeńczyk
Wildlife Photography

To miała być spontaniczna wyprawa, której celem było fotografowanie saren. Nie sądziłem, że stanie się ona przygodą mojego życia. Wychodząc w teren trzeba być zawsze czujnym, ponieważ nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć.

Dnia 31 lipca 2019 roku postanowiłem pierwszy raz, odkąd mieszkam w nowym mieście, wsiąść w samochód i wybrać się w teren. Nie znając tutejszych lasów, łąk czy polan kręciłem się po obrzeżach miasta. Po 30 minutach bezsensownej jazdy wyciągnąłem telefon i rzuciłem okiem na Google Maps. Postanowiłem zjechać w najbliższą możliwą drogę, prowadzącą do śródleśnej polany. Tak też się stało. Zatrzymałem samochód, wyszedłem i spojrzałem na zegarek – godzina 19:10. Trzeba się spieszyć, za 20 minut zacznie się złota godzina. Szczerze mówiąc to byłem pewny, że już za późno, ale postanowiłem spróbować. 

Ścieżka prowadząca do polany okazała się być krótka i już po około 50 metrach znalazłem się na jej skraju. Ostrożnie podszedłem do najbliższych krzaków. Wychyliłem się, aby sprawdzić, czy nie jestem sam – pusto. Sprawdziłem kierunek wiatru – cisza. Wiatru nie było, powietrze jakby stało w miejscu. Promienie słońca oświetlały polanę znad muru lasu. Jest szansa – pomyślałem. Zacząłem przemieszczać się na tle drzew, szukając odpowiedniego miejsca, aby fotografować ze światłem. Wreszcie usiadłem, mając krzew zasłaniający mnie z lewej i prawej strony. Spoglądam przed siebie przygotowując sprzęt. Nagle zauważyłem, że między krzakami przemknęło coś jasnego. Wytężam wzrok – to chyba pies. Przyłożyłem oko do wizjera w moim Canon 50D, z zamontowanym obiektywem 400 EF f/5.6 i … Nie, to niemożliwe – pomyślałem. Nacisnąłem spust migawki, szybko włączyłem podgląd zdjęcia i już byłem pewny – to wilk! Był daleko. Nie spoglądał w moją stronę, nie widział mnie, najwyraźniej też nie wyczuł. Z radości zaczęły mi się trząść ręce. Nie spodziewałem się, że już na początku mojej przygody z fotografowaniem dzikich zwierząt doświadczę takiego spotkania. Nie potrafię opisać, co wtedy czułem – był to kociołek emocji. Bałem się jednak, że zlokalizuje mnie i ucieknie. O godzinie 19:48 wykonałem pierwsze, dokumentacyjne zdjęcie wilka.

Nie odrywałem oka od wizjera, nie mogłem uwierzyć w to, co się stało. Dreszczyk emocji utrudniał utrzymanie obiektywu w jednej pozycji. Nie miałem statywu, zazwyczaj fotografuję bez niego. Nie chciałem jednak niepotrzebnie podnosić ISO, toteż zostałem przy wartości 500, zapewniającej czas naświetlania 1/500s na przysłonie 5.6. Musiałem się uspokoić, toteż opuściłem na chwilę obiektyw, wziąłem kilka głębokich wdechów, wciąż obserwując zachowanie wilka. Zauważyłem, że wyciąga szyję do przodu i okazało się, że wąchał kwiaty. Udało mi się ten moment uwiecznić.

Wilk siedział tak jeszcze przez chwilę, osłonięty trawami i krzewami. „Wysuń się, proszę. Wyjdź do słońca” – pomyślałem zniecierpliwiony. I tak się stało – wilk wyszedł z cienia, a ja zdałem sobie sprawę, że przemieszcza się w moim kierunku!

Szedł spokojnie z charakterystycznie obniżonym łbem. Nie wiedziałem co robić i jak się zachować, kiedy zbliży się za bardzo. Wciąż nie wiedział, że siedzę sobie gdzieś wśród traw i go obserwuję. Gdyby mnie zauważył, najprawdopodobniej zrobiłby w tył zwrot i prysnąłby do lasu. Tymczasem był jeszcze daleko i najwidoczniej nie słyszał ostrego dźwięku migawki w moim 50D. „Nie szalej z seriami” – pouczałem sam siebie. „Rób zdjęcie tylko wtedy, kiedy będziesz pewny dobrego kadru” – łatwo mówić, kiedy dostało się szansę od losu i pragnie się zrobić milion zdjęć. Postanowiłem być cierpliwy i spokojnie podejść do sytuacji.

Z początku szedł pod kątem, a jego sylwetkę wciąż zasłaniały trawy. Kiedy znalazł się w oświetlonym przez promienie słońca miejscu, mogłem nareszcie podziwiać jego budowę. Masywny, szeroki pysk. Uszy sterczące. Barwa sierści różna, w zależności od części ciała. U dołu i z boku szyja biała. Rudawa sierść pokrywała tył głowy oraz boki kończyn. Był to osobnik już dorosły, ponieważ górna część pyska też była pokryta rudawą sierścią. Pozostałe części ciała, takie jak grzbiet, barki oraz ogon, były ciemno szare.

Wilk przeszedł dobre kilkanaście metrów. Myślałem, że zmierza w kierunku lasu, ale kiedy znalazł się na mojej wysokości, obrócił głowę w moją stronę i w tym momencie nasze spojrzenia skrzyżowały się po raz pierwszy.

Kiedy ujrzałem jego ślepia, zamarłem na chwilę. „Tylko żeby mnie nie zauważył” – pomyślałem. Wykorzystałem sytuację i nacisnąłem spust migawki. Ta chwila była bardzo krótka, ale zawsze marzyłem o zdjęciu, które zobrazuje spojrzenie tego drapieżnika w moją stronę.

Byłem sam jak palec na niezwykłej polanie, zachwycającej florą, światłem, klimatem i ciszą… zupełną ciszą. Było tak cicho, że słyszałem każde uderzenie mojego serca. A waliło ono jak młotem. O takiej sytuacji właśnie marzyłem, kiedy oglądałem profesjonalnych fotografów, fotografujących wilki w Parku Narodowym Yellowstone. Byłem pewny, że aby móc doświadczyć podobnej sytuacji, muszę się kiedyś tam znaleźć. Teraz już wiem, że nie jest to konieczne. Teraz wiem, że jest to możliwe u nas w Polsce i to nie tylko w Białowieży czy Bieszczadach, ale też na terenach nizinnych. Nigdy nie byłem tak szczęśliwy i równocześnie tak zdezorientowany całą sytuacją. Najbardziej cieszy mnie fakt, że fotografowanie wilków w Polsce nie może równać się z fotografowaniem ich we wspomnianym Yellowstone, gdzie fotografowie często są zupełnie odsłonięci i w pełni widoczni dla wilków. Tutaj natomiast nie mogłem czuć się tak pewnie. Przekonałem się wreszcie, jak wielki respekt wzbudza wilk, a jego spojrzenie nie może się równać ze spojrzeniem żadnego innego ssaka. Jeśli chcesz zobaczyć dzikość wilka – spójrz w jego oczy. Wyobraźcie sobie, że siedzicie po turecku w trawie, statywem są wasze ręce oparte łokciami o kolana, a wilk idzie właśnie w waszą stronę. Coś niesamowitego…

Wydawać by się mogło, że dostałem już wszystko, czego pragnąłem, ale jak się później okazało, był to dopiero początek. Wilk znalazł się po mojej lewej stronie, w odległości około 40 metrów. Przed nim stała ściana wysokich sosen, za którymi znajdowała się czysta, ale ciemna przestrzeń leśna. Już nie obserwowałem go przez wizjer. Po chwili zniknął w ciemnym lesie. „Co teraz?” – zadałem sobie w myślach pytanie. Zacząłem nasłuchiwać, czy coś szeleści, ale nic nie usłyszałem. Powoli i ostrożnie obróciłem się za siebie, starając się nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. Możliwym było, że był nadal blisko, tyle że już za moimi plecami. Przeskanowałem teren – pusto, chyba sobie odszedł. Odłożyłem aparat i wziąłem kilka głębokich wdechów, żeby zbić nadmiar emocji. Znajdowałem się w złej pozycji, ponieważ byłem widoczny od strony lasu. Zauważyłem przed sobą niewielkie drzewo, więc zebrałem sprzęt i podszedłem do niego. Usiadłem przy nim, opierając plecy o pień. Przykryłem się kocem maskującym własnej roboty i zacząłem przeglądać zdjęcia, spoglądając od czas do czasu przed siebie i nie mogąc uwierzyć w to, co się wydarzyło. Aż tu nagle… nie uwierzycie!

Od mojej lewej strony, z lasu w którym zanurzył się wcześniej wilk, wychodzą tym razem trzy osobniki! „No nie, ja chyba śnię” – pomyślałem. Tylko ja, polana i trzy wilki w odległości około 30-40 m ode mnie. Za pierwszym wilkiem szły obok siebie dwa następne – udało mi się to uchwycić.

Wszystkie wcześniejsze emocje powróciły, ale z podwójną siłą. Takiego zwrotu akcji w ogóle się nie spodziewałem. Mając już lepszą pozycję i będąc trochę lepiej zamaskowanym, nadal czułem się malutki. To była ich polana, ich teren, one tam rządziły. Jeszcze żadne zwierzę nie wzbudziło we mnie takiego podziwu. Ich dzikość, sposób poruszania się, ich spojrzenie… Zachowywały się spokojnie i zupełnie naturalnie. Nie widziały mnie.

Czas mijał, a słońce chyliło się ku zachodowi. Promienia słońca stawały się coraz cieplejsze. Zostały już nieliczne miejsca, w których promienia padały na polanę. Wilki zaczęły się przemieszczać między pięknie kwitnącą koniczyną i krzewami. Nie mam pojęcia jakim cudem mnie nie wywęszyły. Musiałem się teraz skupić i uspokoić – nie mogłem zaprzepaścić takich warunków. W pewnym momencie wilki podeszły naprawdę blisko. Były tak blisko, że spokojnie mogłem je nagrać telefonem. Zdjęcie poniżej przedstawia pełny kadr.

1/500 s, f/5.6, ISO 640

 

Dosłownie chwilę po tym, jak wilk wszedł w naprawdę dobre światło i miejscem, wreszcie mnie zauważył. "Nie, tylko nie to..." - wystraszyłem się. To pewnie wina tej głośnej migawki. Wilk przystanął na chwilę. Czekałem na jego reakcję. Byłem pewny, że zacznie uciekać, a jeśli nie, to po prostu odwróci się i szybszym krokiem odejdzie. Pochyliłem się powoli jak najniżej mogłem, aby być możliwie mało widocznym. Tętno przyspieszyło. Nie mogę ich stracić w takim momencie - pomyślałem. Zerknąłem na niego. Wciąż stał w tym samym miejscu. Obserwowałem jego pysk, te piękne ślepia i ogon, który zwisał swobodnie. Było dobrze. Myślę, że doskonale wiedział, kto przed nim siedzi w trawach, a mimo to zaakceptował moją obecność. Nie mogłem w to uwierzyć... nie bał się. Stał pewnie i spokojnie. Mierzył mnie wzrokiem, tak jakby czekał, aż sfotografuję go w tych świetnych warunkach. Bałem się jednak wyciągnąć obiektyw w jego stronę, bałem się dźwięku migawki, który mógłby go spłoszyć. Cóż, nie mogłem jednak wytrzymać... zaryzykowałem. 2 zdjęcia w serii - wystarczy. Udało się! 

Canon 50D + Canon EF 400mm f/5.6L USM

1/500s, f/5.6, ISO 640

 

Co się stało, kiedy usłyszał dźwięk migawki? Nie uwierzycie, ale nic. Po prostu sobie stał, ale po kilkunastu sekundach stało się coś, czego już w ogóle nie zrozumiałem. Z jego prawej strony nadszedł drugi wilk i położył się wśród traw, niestety za krzakiem - szkoda, ale byłoby już zbyt idealnie. Zaczął się drapać po szyi. Zachowywały się tak, jakby mnie tam w ogóle nie było. Skorzystałem z okazji i uchwyciłem ten moment.

Około godziny 20:00 wykonałem ostatnie zdjęcia wilków z tej pierwszej trójki.

 

 

Zaabsorbowany całą sytuacją nie zauważyłem, że z lewej strony zbliża się kolejny, czwarty już wilk! Różnił się on od pozostałych tym, że miał inne ubarwienie - takie bardziej szare. Kiedy zauważył, że go fotografuję, zatrzymał się i wpatrywał we mnie. Ustawił się niemal wprost na mnie, a jego sylwetkę zasłaniały trawy. To już drugi drugi wilk, z którym mierzyłem się wzrokiem przez dłuższą chwilę. Wtedy byłem już pewny, że najwyraźniej w niczym im nie przeszkadzam. To niesamowite uczucie, dzielić polanę z rodziną wilków i mając możliwość obserwowania ich zachowania w naturalnym środowisku. 

 

 

Słońce coraz bardziej chowało się za murem drzew. Kąt padania promieni był już naprawdę niewielki, przez co cienie rzucane przez krzewy i drzewa rosnące na polanie stawały się dłuższe. Szukałem miejsca, w którym światło przedziera się przez roślinność i pada na niewielką powierzchnię. Liczyłem na to, że wilk wejdzie w to miejsce i zrobię zdjęcie, które miałem w głowie. I wiecie co? Udało się!

 

 

To zdjęcie ma dla mnie szczególną wartość. Jest ono bowiem jednym z ostatnich, jakie zrobiłem podczas tego spotkania. Chwilę po wykonaniu tego zdjęcia zauważyłem, że wilki zaczynają się oddalać. Czekałem spokojnie, aż znikną w ciemnym lesie...

 

 

W słowach podsumowania powiem tylko, że żadne doświadczenie z dziką przyrodą nie wzbudziło we mnie takich emocji, jak to z wilkami. Znajomi zawsze pytają - "nie bałeś się?" - owszem, bałem się... ale nie wilków. Bałem się, że nie wykorzystam sytuacji, że emocje wezmą górę nad opanowaniem i nie zrobię zdjęć ukazujących piękno tego gatunku. Zrobiłem co mogłem, aby móc się z Wami podzielić tym spotkaniem. 

 

Pozdrawiam,
Michał Wawrzeńczyk

 

 

Oko w oko z wilkami

31 lipca 2019

Michał Wawrzeńczyk

(+48) 667 333 748

mw.wildphoto@gmail.com

Kujawsko-pomorskie, Toruń

Twój e-mail:
Treść wiadomości:
Wyślij
Wyślij
Formularz został wysłany - dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie wymagane pola!